170 m² wątpliwości. Dlaczego nikt nie chciał tego mieszkania przez rok (i co się zmieniło?)

„Mam mieszkanie, 170 metrów… Chciałabym je wynająć, ale… nie wiem, czy w ogóle da się coś z tym zrobić?” – usłyszałam w słuchawce głos mojej stałej klientki.

Brzmiała na zrezygnowaną. I nic dziwnego. Mieszkanie na warszawskim Wilanowie stało puste przez okrągły rok. Zamiast zarabiać, generowało tylko koszty – czynsz, media, utrzymanie tak wielkiego metrażu to nie są groszowe sprawy. To był klasyczny przykład nieruchomości, która ma potencjał, ale wymaga nowej energii i odświeżenia.

Spotkałyśmy się na miejscu. Wilanów, prestiżowa lokalizacja, ogromna przestrzeń: salon, 4 sypialnie, 3 łazienki, dwa balkony. Brzmi jak marzenie? Rzeczywistość była nieco inna. Wiele elementów było zniszczonych codziennym użytkowaniem, a wielkie, puste pokoje nie miały w sobie żadnego charakteru. Było zimno, bezosobowo i… po prostu nijak.

Plan był prosty (w teorii): odświeżyć, domeblować, nadać charakter. Mieszkanie na wynajem długoterminowy w tym segmencie musi być kompletne. Tu nie ma miejsca na prowizorkę.

Jak zamieniłam to mieszkanie w perełkę, która zniknęła z rynku w kilka godzin? Zobaczcie, co działo się w środku.

Sypialnia Master

W głównej sypialni największym naszym wrogiem okazał się… grzejnik. Wielki, gruby, odstający od ściany. Kompletnie rujnował możliwość eleganckiego zagospodarowania przestrzeni za łóżkiem.

Co zrobiłam? Zamiast generalnego remontu, postawiłam na lifting. Wymieniłam grzejnik na cieńszy i przesunęłam lampy idealnie nad stoliki nocne – to kluczowe detale, które udało się zmienić bez wielkiego kucia. Następnie zastosowałam trik dekoratorski: ścianę z instalacją przesłoniłam eleganckimi, mięsistymi zasłonami na szynach. Ukryły one to, co brzydkie, a sypialnia zyskała klasę i przytulność. Dopełnieniem stała się toaletka pod oknem i duże lustro w rogu.

Sypialnie: Mniej znaczy więcej

W mniejszej sypialni zrobiliśmy małe roszady. Zniknął telewizor, który tylko zagracał przestrzeń,a pustą ścianę przy oknie zasłoniłam mięsistymi zasłonami, usuwając wcześniej parapet. Przeniosłam tu łóżko z innego pokoju, przewiesiłam półki, ale „game changerem” okazała się przepiękna tapeta. Jeden mocny akcent i odpowiednie dodatki wystarczyły, by pokój nabrał wyrazu.

W większej sypialni zadziałała podobna magia: usunięcie TV, nowa szafka RTV, stolik nocny i kolorowa fototapeta. Do tego wymiana oświetlenia. Pamiętajcie: światło w home stagingu to podstawa.

Gabinet: Z kanciapy do home office

Mieliśmy jedno małe, trudne pomieszczenie. Zabrałam stąd łóżko (które powędrowało do sypialni) i stworzyłam gabinet. Aby ukryć mankamenty ścian i okien (wysunięty gzyms i grzejnik), zastosowałam firany na całej długości. Powstało jednolite, jasne tło dla biurka i fotela. Lustro odbijające światło dzienne optycznie powiększyło ten mały pokój.

Salon: „Światło i Przestrzeń”

Salon był duży, ale ciemny i przytłaczający.

  • Oświetlenie: Wymieniłam stare lampy na nowoczesne listwy (dużo światła!) i spoty. Nad stołem zawisła elegancka lampa budująca klimat.
  • Duże lustro: Nad komodą powiesiłam lustro o szerokości 2 metrów. Efekt? Ściana przestała być nudna, a salon zyskał głębię.
  • Tekstylia: Nowy, jasny i bardzo duży dywan rozjaśnił podłogę. Karnisze wymieniłam na szyny sufitowe na całą szerokość ścian – to prosty zabieg, który zawsze dodaje elegancji.

Czekoladowe wejście

Na koniec – wizytówka domu, czyli korytarz. Zaryzykowałam i strefę wejścia pomalowałam na odważny kolor ciemnej czekolady.

Zamiast wymieniać szafy, odświeżyłyśmy ich fronty (malowanie to oszczędność tysięcy złotych!), a stolarz naprawił ubytki w drzwiach. Na dużej pustej ścianie zawisł ogromny obraz, który nowi lokatorzy odkupili od zaprzyjaźnionej artystki. Pojawiła się konsola z dekoracjami, a kolejny długi kawałek ściany zagospodarowałam trzema owalnymi lustrami. 

Matematyka sukcesu

Cała realizacja trwała półtora miesiąca. Koszt inwestycji (remont, meble, dodatki) 50 tysięcy złotych.

Dla wielu osób wydanie 50 tysięcy na mieszkanie na wynajem brzmi jak szaleństwo. Ale spójrzmy na fakty. Mieszkanie stało puste przez rok. Generowało straty.

Po mojej metamorfozie ogłoszenie trafiło do sieci. Mieszkanie wynajęło się w KILKA GODZIN.

Inwestycja zwróciła się klientce w zaledwie 3 miesiące. Teraz nieruchomość, która była kulą u nogi, generuje realne, wysokie zyski każdego miesiąca.

To nie magia. To biznes.

Patrząc na zdjęcia „przed” i „po”, łatwo zachwycić się doborem dodatków, czy kolorem ściany. Ale home staging to nie tylko ładne obrazki. To twarda kalkulacja, umiejętność zarządzania budżetem, negocjacje z klientem i stworzenie oferty, która przekona inwestora do wyłożenia 50 tysięcy złotych.

Zastanawiasz się, jak robić takie realizacje? Jak wyceniać swoją pracę, żeby nie dokładać do interesu? Jak rozmawiać z klientem, który boi się inwestować?

Właśnie tego uczymy na naszych warsztatach biznesowych.

Już 24 i 25 marca 2026 r. w Krakowie rusza 8. edycja warsztatów stacjonarnych „Między Nami Homestagerkami”!

To intensywne szkolenie biznesowe, na którym:

  • Nauczysz się wyceniać swoje usługi (i przestaniesz pracować za półdarmo).
  • Dowiesz się, jak stworzyć ofertę, która sprzedaje.
  • Poznasz procesy i automatyzacje, dzięki którym zaoszczędzisz czas.
  • Przepracujesz swój mindset z coachką biznesową.

Jeśli chcesz, aby Twoje realizacje kończyły się takimi sukcesami jak ten na Wilanowie – nie tylko wizualnymi, ale przede wszystkim finansowymi – dołącz do nas.

Do zobaczenia w Krakowie! Justyna & Agnieszka

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *